ArchiwalneSny – miraże i rzeczywistość

Sny – miraże i rzeczywistość

-

- Advertisment -spot_img

Z lamą Tseringiem Teshi, przeorem klasztoru Choede w Lo Manthangu, rozmawiał Cezary Żechowski

Cezary Żechowski  – Nie przygotowałem żadnego szczególnego pytania…, ale czy myśli pan, że sny mogą mieć jakieś znaczenie w życiu człowieka?

Tsering Teshi – Ogólnie uważamy, że sny są jak miraże, jak urojenia. Nie powinieneś wierzyć w takie sny. Ale niektóre rodzaje snów są realistyczne i są rodzajem rzeczywistej nauki. Mamy trzy rodzaje snów. Kiedy kładziesz się spać, około godziny po zaśnięciu pojawiają się sny, które są jak przypomnienia tego, co robiłeś w ciągu dnia. Jeżeli wchodzisz w sen około północy, to jest on rodzajem przeszkody, czegoś, co może cię zmylić. Ale w prawdziwe sny wchodzisz dopiero na ranem, na około godzinę przed obudzeniem, ok. godziny 4.00 lub 5.00, a czasami o 3.00. To są sny prawdziwe, mówiące o realnych rzeczach. Są to zatem trzy poziomy snów.

C. Ż. – To rozróżnienie wydaje mi się bardzo ciekawe. Mówiące o rodzajach, poziomach snów. Czy są takie sny, które mogą mieć jakieś znaczenie w życiu człowieka? Czy zna pan jakieś fakty, że sny ujawniły coś ważnego? Może opowiem o sytuacji, która wydarzyła się komuś 2 lata temu. Nie jest to sen nocny, ale coś, co można by nazwać snem dziennym. Pewna kobieta straciła męża. Kilka lat po jego śmierci przechodziła przez jezdnię. Nagle pojawiła się ciężarówka, która pędziła z dużą prędkością. Mogło dojść do bardzo groźnego wypadku. Jednak w tym samym momencie kobieta zobaczyła swego zmarłego męża, który objął ją ramieniem i powiedział – „Nie oglądaj się i chodź szybko”. Samochód otarł się o kurtkę tej kobiety i wpadł na chodnik. Wtedy kobieta jeszcze raz zauważyła męża, który powiedział jej – „To nie jest wina kierowcy. Nie gniewaj się na niego”. Na chodniku zebrała się grupa ludzi, byli zdenerwowani, krzyczeli coś. Kobieta odeszła z tego miejsca, pochłonięta obrazem, który zobaczyła. Całe wydarzenie przypomina sen. Sen, który miał miejsce w czasie dnia. Nie mam podstaw, żeby nie wierzyć w relację kobiety. Zastanawiam się, czy można to jakoś objaśnić odwołując się do nauczania buddyjskiego?

T.T. – Czy to wydarzyło się realnym życiu, czy we śnie?

C. Ż. – Wygląda to jak sen, który wydarzył się w realnym życiu.

T.T. – Sny, które zdarzają się w czasie dnia są jak urojenia, jeżeli wchodzisz w taki sen w ciągu dnia, jest on jak miraż, który powinno się raczej ignorować. Takie ignorowanie może cię ustrzec przed popadnięciem w przeszkody. Jeżeli zanadto zagłębiasz się w wizje i sny, to tak jakbyś wchodził w głęboką dolinę i oddalał się od rzeczywistości. Jeżeli praktykujesz cokolwiek, chrześcijaństwo czy buddyzm, i takie sny zdarzają się tobie w  nocy, to po przebudzeniu powinieneś pomodlić się, powinieneś poradzić się boga, powinieneś poradzić się guru. Nie powinieneś traktować serio takich rzeczy. Jeżeli będziesz traktował je serio, to będą ona nachodzić cię częściej. Sny są jak iluzje, które powinniśmy raczej zapominać. Nie powinniśmy traktować ich serio, ale raczej ignorować.

C. Ż. – Ale jak jest w tradycji buddyjskiej? Lepiej ignorować sny, czy traktować je poważnie?

T.T. – Ignorować. Nie traktować serio. Ważniejsza jest modlitwa do guru. Możesz modlić się do boga. Jeśli jesteś chrześcijaninem modlisz się do boga, a w buddyzmie modlimy się do Buddy, albo do guru.

C. Ż. – To bardzo ważne, co powiedziałeś, ponieważ w mojej tradycji, w tradycji zachodniej nie jest to do końca takie jasne. Pracuję jako psychoterapeuta i w mojej dziedzinie istnieje wiele szkół interpretacji snów. Psychoterapeuci zagłębiają się czasem w treść snów. W buddyzmie jak widzę, sen traktowany jest jak urojenie, którego nie można użyć. Może jedynie do nabrania dystansu do siebie. Czy zatem sen nie może być obiektem medytacji?

T.T. – Tak, jeśli masz jakieś dziwne sny o wypadkach lub umieraniu, wtedy po obudzeniu się powinieneś pomedytować chwilę, w twojej tradycji znaczy to pomodlić się do Boga. Niektóre ze snów wyglądają bardzo dziwacznie, ale w gruncie rzeczy są dobre. Np., gdy ktoś umiera we śnie, ten sen jest dobry, nawet wtedy, gdy widzisz we śnie pewnych ludzi, którzy zbliżają się do śmierci. Bo wtedy następnego dnia możesz ich zobaczyć żywych, szczęśliwych i pełnych zdrowia, mających pod dostatkiem pokarmu i noszących dobre ubrania, wyglądających bardzo pięknie i zdrowo. Powinieneś sprawdzić, jak jest naprawdę. Istnieją różne sposoby objaśniania snów. Jeżeli we śnie wspinasz się na skałę w górach, to bardzo dobrze. Kiedy indziej schodzisz w dół, to raczej oznacza coś złego. W niektórych snach pojawia się woda, wchodzisz do wody, która płynie, to również oznacza coś złego, ale jeśli widzisz czystą wodę – to dobrze. Czasami w snach pojawiają się czarni ludzie, czasami oni lub ty jadą na osłach, na krowach lub na psach – to znowu jest coś złego. Różnice w snach są bardzo duże. Pewne rzeczy wydarzające się w snach wydają się dobre, inne złe. Gdy czasami zaczynasz latać we śnie, to dobrze. Ale tek naprawdę nie powinieneś wierzyć w sny, czasem we śnie widzimy, że dostajemy ogromne pieniądze, budzimy się i nie mamy nic – to miraż. Czasami widzisz w swoim pokoju sto słoni, a gdy budzisz się, to widzisz, że nie zmieściłoby się ich nawet dziesięć, to przecież urojenie.

C. Ż. – Twoje uwagi wydają mi się bardzo interesujące i czuję się bardziej wolny w kwestii interpretowania snów, zwłaszcza z powodu podkreślenia urojeniowego ich aspektu.

T.T. – Tak, we śnie widzisz swoje życie, które jest jak wizja naszej sansary (wędrówki w łańcuchu wcieleń, w której istota czująca tworzy własne, subiektywne i nieprawdziwe światy – C. Ż.). Zawsze też pojawia się jakiś cel, jakaś jego realizacja, ale nie uważam, aby cel życia był związany z odniesieniem sukcesu lub nie. Przecież jutro mogę umrzeć, nie mam żadnej gwarancji. Życie ciągle się zmienia. Np. teraz jestem mnichem, ale gdy byłem dzieckiem bawiliśmy się na brzegu rzeki.

Komentarze:

  1. Mustang jest tybetańskim królestwem leżącym dziś w administracyjnych granicach Nepalu. Od północy graniczy z Tybetem, od południa z nepalskim Teraiem. Od wieków wiodła tędy trasa karawan (tzw. szlak solny) ciągnących z Indii do Tybetu. Małe królestwo szybko wzbogaciło się, a w średniowiecznym mieście Lo Manthangu powstały bogate budowle, pałac królewski, obronne mury i twierdze. Trzy buddyjskie gompy porównywane są dziś do średniowiecznych katedr, a malowidła ścienne uważane są za jedne z najpiękniejszych w obszarze kultury tybetańskiej. Do 2008 roku w Mustangu oficjalnie istniała jedna z najstarszych na świecie dynastii królewskich, rządząca nieprzerwanie od XIV w. Po upadku monarchii w Nepalu, zniesiono  oficjalny status króla Mustangu, choć gyelpo Jigme Dorje Palbar Bista (ur. 1933 r.) nadal sprawuje nieoficjalnie swój urząd. W 1995 r. Tiziano Terzani tak pisał o królu Mustangu: „Każdego ranka, przed świtem, wstaje i przez półtorej godziny medytuje. Potem wychodzi przez wielką drewnianą bramę miejską. Szybko przesuwając paciorki różańca i mrucząc swoje modlitwy, wiele razy okrąża mury, jak to robili przez ponad 600 lat jego poprzednicy” (T. Terzani – W Azji, WAB, Warszawa 2010, s. 398). Po zajęciu Tybetu przez Chiny w Mustangu schronili się Khampowie, tybetańscy żołnierze, dokonujący zbrojnych najazdów na okupowane obszary Tybetu. W 1974 r. Dalajlama zakazał im działalności zbrojnej. Wielu z nich składając broń popełniło samobójstwo. Choć wojska Khampów zostały rozwiązane, a część żołnierzy zginęła w walce z armią Nepalu, to ich potomkowie nadal mieszkają w Lo Manthang. Do 1992 r. Mustang był terytorium zamkniętym dla turystów. Aktualnie pozwolenie na wjazd otrzymuje rocznie ok. 2000 osób. Dawna trasa do Tybetu nie jest już tak uczęszczana jak kiedyś, choć nadal przez góry ciągną karawany liczące po kilkaset jaków, tym razem na ogół z przemytem towarów z Chin.
  2. Tsering Tashi jest przeorem w klasztorze Choede Monastery w Lo Manthangu. W klasztorze mieszka i studiuje ok. 200 mnichów. Klasztor prowadzi szkołę oraz zapewnia pomoc medyczną mieszkańcom Mustangu. To ostatnie zadanie w górzystym i niedostępnym terenie wydaje się prawie niewykonalne. Mnisi dysponują ograniczoną ilością leków, a dostęp do lekarzy medycyny jest skrajnie trudny. W Mustangu nie ma żadnego szpitala, a możliwość sprowadzenia helikoptera i zabrania chorych do nepalskiej Pokhary dotyczy tylko garstki bogatych. „Ludzie umierają tu jak zwierzęta – pisał Tsering Tashi – bogaci będą żyć, biedni muszą umrzeć.”  Bardzo wysoka śmiertelność dotyczy zwłaszcza dzieci, noworodków i kobiet w okresie okołoporodowym. Mnisi apelują o pomoc w ratowaniu mieszkańców, tego górskiego i trudno dostępnego rejonu Himalajów.
  3. W tradycji buddyjskiej istnieje wiele wykładni tłumaczenia snów. Np. K. Sri Dhammananda pochodzący z Sri Lanki opisuje ich pięć rodzajów: sny wywołane nieświadomymi stanami umysłu (np. lękiem), sny związane wewnętrznymi i zewnętrznymi czynnikami (np. stan ciała lub hałas w czasie snu), sny profetyczne, sny będące przypomnieniami z poprzednich wcieleń i sny telepatyczne. Wersja tybetańska buddyzmu wydaje się pod względem interpretacji marzeń sennych mniej metafizyczna, gdyż ujmuje je ściśle, jako reprezentacje umysłu. Walter Yeeling Evans-Wentz w swojej książce „Tibetyan Yoga and Secret Doctrines” (1935/1958) opisuje techniki pracy tybetańskich lamów z treściami snów. Niezwykle ciekawą analizę snów w świetle współczesnej nauki przedstawia książka Dalajlamy i biologa Francisco Vareli pt. Sleeping, Dreaming, and Dying: An Exploration of Consciousness (1997). Niniejsza rozmowa stanowić może przykład podejścia, w którym lama stara się wyraźnie oddzielić treści fantazyjne snów, od danych pochodzących ze zmysłów i obserwacji rzeczywistości, tak aby treść nieświadoma snu nie rozprzestrzeniła się na stany czuwania. Lama ogranicza zatem obszar lęku i myślenia w kategoriach magicznych, niejako depsychotyzuje myślenie. Zachęca do obserwowania rzeczywistości, aby zmniejszyć zakres projekcji i rozproszyć iluzje. W sposób zasadniczy oddziela modlitwę i medytację religijną od marzeń sennych, które umieszcza po stronie urojeń. Odwołując się do tradycyjnych i szeroko rozpowszechnionych tybetańskich interpretacji snów, wykazuje ich niewystarczalność w objaśnianiu stanów umysłu człowieka. W końcu przechodzi do rozważań nad istotą doktryny buddyjskiej, tj. uwolnieniem się ze złudzeń umysłu i wydobycia się z łańcucha wcieleń (sansary). 

22.04.2014

Zdjęcia w serwisie: www.stock.chroma.pl, www.123rf.com, archiwa autorów i redakcji

Najnowsze

Światowy Dzień Choroby Afektywnej Dwubiegunowej: młodzi pacjenci z ChAD wciąż czekają na ogólnodostępną farmakoterapię

30 marca obchodzony jest Światowy Dzień Choroby Afektywnej Dwubiegunowej (ChAD), poświęcony pamięci wszystkich chorujących na to zaburzenie. Skuteczność leczenia choroby...

Ruch przeciw depresji

Nie ma wątpliwości, że ruch jest dobrym środkiem służącym zapobieganiu depresji, choć trzeba pamiętać, że tak jak do jej...

Terapia sztuką pozwala zrozumieć własne emocje i nie jest stygmatyzująca

Tempo życia nie spadnie, a wyzwań będzie coraz więcej. Trzeba wprowadzić profilaktykę psychiczną w szkołach wyższych, żeby nauczyć studentów...

Presja edukacyjna

Cezary Żechowski Kiedy w czerwcu kończył się rok szkolny i zbliżały wakacje, miałem poczucie dobrze wykonanego obowiązku. Większość dzieci i...

Urojenia wsteczne – zapomniany termin psychopatologiczny

Ryszard Kujawski | Wojewódzki Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Świeciu Przeglądając starą prasę psychiatryczną, natknąłem się na artykuł Adama...

Dlaczego psychoterapeuci odrzucają projekt rozporządzenia dotyczący specjalizacji?

Niniejszy tekst zawiera obszerne fragmenty informacji dla mediów przygotowanych we współpracy przez reprezentantów między innymi: Sekcji Naukowej Psychoterapii i...

Na czasie

Pielęgniarstwo psychiatryczne – brakujące ogniwo

Janusz Chojnowski             W bardzo bogatym programie jubileuszowego 25. Europejskiego...

Wystarczy rozmawiać? Wspieranie osób doświadczających kryzysu psychicznego

Z Reginą Bisikiewicz rozmawia Katarzyna Kisielińska Podczas spotkań buduje się...
- Advertisement -spot_imgspot_img

Może Cię zainteresować
Rekomendowane